Kategorie

Dlaczego pochłaniacz oparów lutowniczych jest potrzebny?

Kwas dikarboksylowy. Aminy alifatyczne. Halogenki alkilowe. Kwas adypinowy. Rakotwórcze żywice syntetyczne. Aldehydy. Tlenki węgla, kwasy i sole. Ołów. To tylko niektóre z substancji, z jakimi spotykają się technicy podczas wykonywania prac lutowniczych. Wdychane latami podczas działalności zawodowej trujące związki chemiczne potrafią nawet wielokrotnie w ciągu roku wysłać technika na zwolnienie lekarskie, a w konsekwencji sprowadzić na niego groźne choroby na czele z nowotworem.

Stanowisko ESD

W branży sporo się mówi o fatalnym wpływie na jakość i trwałość elektroniki wywołaną stosowaniem spoiwa bezołowiowego. Problemy ze zwilżaniem lutu, a także konieczność używania dużo wyższych temperatur negatywnie wpływających na komponenty czy relatywnie szybka degradacja połączeń to wady, które są zmorą dla producentów. Dla nich stosowanie połączeń bezołowiowych wiąże się z realnymi stratami wizerunkowymi i finansowymi. Wystarczy wspomnieć o konieczności obsługi gwarancyjnej sprzedawanej elektroniki generującej gigantyczne koszty czy spadku zaufania do całej marki, wywołanej utrwalaną powszechną opinią o awaryjności produkowanych urządzeń, mającego kolosalny wpływ na sprzedaż. I choć nie wszystkie kraje na świecie mają w swoim prawodawstwie usankcjonowane zasady produkcyjne zgodne z RoHS (Restriction of Hazardous Substanced in electrical and electronics Equipment), to wielu z nich, chcąc oferować swoje sprzęty na rynku europejskim czy też po prostu w krajach wysokorozwiniętych, dostosowuje swoją produkcję do przyjętych w dyrektywie unijnej zasad ograniczających używanie ryzykownych dla środowiska substancji, między innymi ołowiu, wbrew przesłankom jakościowym.

Natomiast w pracy technika korzystanie z spoiwa bezołowiowego oznacza konieczność używania specjalnych past i topników, które z racji problemów z topnieniem spoiwa, wymagają szczególnie silnych aktywatorów – kwasu fosforowego, kwasu hydroforowego, chlorku cynku, chlorku amonu, kwasów karboksylowych oraz dikarboksylowych, mogących przyczyniać się do podrażnienia oczu, skóry oraz dróg oddechowych.

Zagrożenia podczas lutowania

Ołów to jeden z metali ciężkich, łatwo wchłanianych przez organizm. Powoduje niewydolność nerek, wątroby i niszczy układ nerwowy. Wywołuje niepłodność. Wpływa na pracę serca, będąc przyczyną występowania arytmii i zawału. Do niedawna był stałym elementem lutowia. Domieszką dla cyny, pozwalającą obniżyć temperaturę topnienia spoiwa, bardzo pozytywnie wpływając na jego zwilżenie (rozpływanie się po lutowanej powierzchni), eliminując tym samym niemal do zera efekt „zimnych lutów”. Gwarantował komfortową pracę poprzez łatwe łączenie elementów elektronicznych, eliminując negatywny wpływ termiczny dla lutowanych komponentów. Cyna z domieszką ołowiu zapewniała również większą odporność mechaniczną połączeń lutowniczych z racji większej sprężystości lutów. Podczas gdy spoiwo bezołowiowe jest bardzo kruche i łamliwe, co zwiększa awaryjność urządzeń oraz ryzyko powstawanie „zimnych lutów” jeszcze na etapie produkcyjnym, zwiększając tym samym straty i obniżając jakość. Ponadto takie spoiwo jest zdecydowanie mniej elastyczne od alternatywnych rozwiązań.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że ołów jest trucizną i pozbycie się go z produkcji, a w konsekwencji z urządzeń elektronicznych można uznać za postęp, a przynajmniej dobry kierunek, pomimo jego doskonałych właściwości w lutowaniu.

Cyna sama w sobie nie potrafi być dobrym spoiwem bez domieszek innych metali. Ponieważ ulega tak zwanej „chorobie cynowej”, swoistej degradacji. Dlatego w momencie zakazania korzystania z domieszki ołowiu, zaczęto stosować inne metale, na przykład srebro, mimo iż uważane jest za nawet o wiele bardziej szkodliwe dla środowiska niż ołów. Stosuje się również bizmut, miedź, cynk, mosiądz, kadm, antymon oraz ich stopy.

Brak ołowiu mającego wpływ na obniżenie temperatury topnienia spoiwa wymusił jednocześnie konieczność korzystania z wyższych temperatur podczas lutowania. To, w połączeniu z przymusem korzystania z topników czy to na bazie kalafonii, która zawiera tlenki węgla oraz aceton, lub topników bez kalafoniowych zawierających alkohole, kwasy organiczne i inne środki chemicznych, tylko potęguje ich negatywne działanie na organizm człowieka.

Okazuje się więc, że zamieniono ołów, mający wiele zalet od strony technicznej, na domieszki innych metali, równie niebezpiecznych, dodatkowo wymagających stosowania silnej chemii, równie szkodliwej oraz wysokiej temperatury, wzmagającej ich utlenianie oraz mającej negatywny wpływ na lutowane elementy. Trochę jak w tym powiedzeniu o stryjku, siekierce i kijku…

Co daje pochłaniacz oparów lutowniczych?

Pochłaniacz oparów lutowniczych do niedawna był wyposażeniem wyłącznie wyspecjalizowanych i nowoczesnych pracowni produkcyjnych. Sam osobiście pamiętam ze szkoły warsztaty z lutowania czy nawet wytrawiania płytek drukowanych, gdzie jedynym pochłaniaczem oparów było otwarte okno przy biurku profesora. Zapach oparów topionej cyny i kalafonii z tamtych czasów utrwalił mi się w głowie do dziś, choć od tego czasu minęło wiele lat. Widziałem również wiele niewielkich warsztatów serwisowych zajmujących się naprawą komputerów, telefonów, tabletów, gdzie pytanie o odciąg oparów i dymu budził wyłącznie widziane na twarzach zdziwienie i konsternację, a to wszystko w oparach dymu unoszącego się nad lutowaną płytką.

Pochłaniacz oparów lutowniczych to jednak równie istotne narzędzie w pracach serwisowych, co sama lutownica czy stacja na gorące powietrze. Jest elementem niezbędnym do zapewnienia prawidłowej higieny. Jej brak w zakładzie pracy, to niewyłącznie dyskomfort podczas przebywania w tym miejscu wiele godzin każdego dnia, a realny wpływ na stan zdrowia, samopoczucie i dyspozycyjność pracowników. Już nawet kilkudziesięciominutowa ekspozycja na opary lutownicze może mieć odczuwalny wpływ na samopoczucie u serwisanta. Uwalniane podczas wdychania oparów z topionego spoiwa, pasty lutowniczej czy topnika związki chemiczne mogą wywołać złe samopoczucie, nudności, apatię, a nawet objawy podobne do chorobowych. Podrażnione oczy, skóra czy drogi oddechowe potrafią wykluczyć pracownika z realizowania swoich zawodowych zadań na wiele dni, nawet kilka razy do roku. Taka absencja to gigantyczne straty.

Na rynku można znaleźć co raz więcej urządzeń będących profesjonalnymi pochłaniaczami oparów lutowniczych przy pracach serwisowych. Od dużych produkcyjnych urządzeń po bardzo kompaktowe, u których zadaniem jest zasysać dym oraz wydzielane w wyniku podgrzewania związki chemiczne, filtrowanie ich i eliminowanie z powietrza.

Jednak nie każdy dostępny na rynku pochłaniacz oparów lutowniczych, będzie dobrym pochłaniaczem, pozwalającym zadbać o komfort, bezpieczeństwo, a w konsekwencji zdrowie technika wykonującego prace lutownicze.

Jaki pochłaniacz oparów lutowniczych wybrać?

Poszukując pochłaniacza oparów lutowniczych powinniśmy przede wszystkim zwracać uwagę na jego skuteczność. Jak wspominałem, na rynku dostępne jest wiele konstrukcji mniej lub bardziej kompaktowych, ale również mniej i bardziej skutecznych.

Podstawowym parametrem skuteczności odciągu jest poziom, a w zasadzie klasa filtracji. Zainstalowane w odciągu dymu i oparów filtry powinny zapewniać wieloetapowy proces filtracji, pozwalając zatrzymać różnej wielkości i różnego rodzaju lotne związki powstałe w wyniku podgrzewania, utleniania oraz zachodzących w trakcie spajania procesów chemicznych.

Pierwszy etap, a co za tym idzie pierwszy filtr, powinien wychwytywać największe cząstki zanieczyszczeń, pyłu, lotnego popiołu, cieczy czy włókien tekstylnych. Taki filtr wykonany jest najczęściej ze specjalnej bawełny, a jego termin przydatności to zazwyczaj około 2 miesięcy. Po tym czasie powinien zostać wymieniony, aby poziom filtracji był odpowiedni, a skuteczność najwyższa.

Drugi etap filtracji powinien być realizowany przez tak zwany filtr środkowy. Jego zadaniem jest wychwytywanie małych cząstek, pyłków, zarodników grzybów, smogu, bakterii, a nawet wirusów. Zalecana klasa takiego filtra to co najmniej F8. Filtr środkowy jest filtrem, który bierze czynny udział w filtrowaniu zanieczyszczeń produkcyjnych w trakcie wykonywania prac serwisowych polegających na lutowaniu. Przy dbaniu o swój Pochłaniacz oparów lutowniczych, filtr ten powinno się wymieniać nie rzadziej niż raz na kwartał.

Główny filtr odpowiedzialny za wychwytywanie i eliminację z powietrza oparów, dymu i mikrocząsteczek, to wysoko skuteczny filtr węglowy (HEPA), potrafiący zatrzymać mikrocząsteczki o wymiarach już nawet 0,3 mikrometra. Takie filtry opisywane są jako filtr węglowy klasy H11. Filtr ten powinien być wymieniany nie rzadziej niż 2 razy do roku.

Odciąg oparów lutowniczych REECO RE-FCE-001

Doskonała wydajność i cicha praca to nie jedyne, acz wyróżniające wśród konkurencji cechy odciągu lutowniczego marki REECO. Wyposażono go w 3 elementowy filtr kombinowany, który pozwala usunąć z powietrza do 99.97% mikrocząstek o wielkości nie mniejszych niż 0,3 mikrometra. To sprawia, że jest urządzeniem pochłaniającym wysokiej klasy, przeznaczonym do wyspecjalizowanych przestrzeni produkcyjnych branży elektronicznej.

Jedno urządzenie jest w stanie obsłużyć jednocześnie dwa stanowiska pracy technika za sprawą długich, bo aż 140-centymetrowych ramion o średnicy 60 centymetrów zakończonych szerokimi końcówkami, które skutecznie zasysają cały dym i opary z przestrzeni roboczej, zapewniając komfortowe i higieniczne warunki pracy.

Stanowisko ESD

Urządzenie mimo swojej wysokiej mocy jest bardzo ciche. Generuje zaledwie 55dB, a dzięki długim ramionom można je ustawić w sporej odległości od blatu roboczego, co również nie pozostaje bez znaczenia dla jakości warunków pracy. Urządzenie może być sterowane z poziomu panelu sterującego na obudowie bądź przy użyciu pilota. Odciąg oparów lutowniczych REECO RE-FCE-001 spełnia wszystkie warunki skutecznego pochłaniacza oparów lutowniczych w pracy serwisanta.

Poradnik opublikowano